5

Nowe wiadomości

Maks i Wigor. Jeden pies nie dożył wyroku

Maks i Wigor. Jeden pies nie dożył wyroku

W minioną sobotę 9 maja w Polsce odbyły się protesty pod hasłem „Mamy dość. Stop cierpieniu zwierząt w Polsce”. Uczestnicy domagali się m.in. surowszych kar za znęcanie się nad zwierzętami i zakazu trzymania psów na łańcuchach. W Kamieniu Pomorskim te postulaty mają imię – Maksa i Wigora. Ich sprawa właśnie trafiła przed sąd. Wigor nie doczekał wyroku.​​​​​​​​​​​​​​​​

Ponad dwa lata temu Fundacja Animals Przystań Świnoujście odebrała dwa psy z prywatnej posesji. Jeden z nich nie doczekał końca procesu. W środę odbyła się kolejna rozprawa. Media piszą o tym, że Wigor nie doczekał finału tej trudnej i smutnej  historii. Wszyscy się zastanawiają, czemu tak długo to trwa, ale nie wszyscy wiedzą, że kamieńska prokuratura w pierwszej decyzji po zgłoszeniu umorzyła sprawę. Że tylko determinacja Fundacji i zaangażowanie prawnika spowodowało, że w czerwcu 2025 rok prokurator jednak skierował akt oskarżenia do sądu i ta rozprawa w ogóle może się odbyć, a winni mogą zostać sprawiedliwie ukarani.

Maks miał łańcuch wrośnięty w szyję. Dosłownie. Metal wgryzł się w ciało, a rana była rozległa i głęboka. Wigor przez cztery dni leżał z niedowładem tylnych łap, bez żadnej pomocy weterynaryjnej. Obraz, który zastali interweniujący, był jak opisuje Fundacja dramatyczny.

Zwierzęta zostały odebrane. Zawiadomienie o podejrzeniu znęcania się nad zwierzętami trafiło do prokuratury w Kamieniu Pomorskim niemal natychmiast.

Prokuratura jednak umorzyła dochodzenie.

Fundacja złożyła zażalenie. Sąd przyznał jej rację i nakazał prokuraturze ponowne rozpatrzenie sprawy. Po kolejnych miesiącach oczekiwania akt oskarżenia trafił wreszcie do sądu w czerwcu ubiegłego roku. W tym tygodniu odbyła się rozprawa.

Wigora nie ma. Mimo skomplikowanej operacji, którą podjęła się Fundacja, pomoc przyszła za późno. Maks żyje i wciąż czeka na dom.

Przed sądem zeznawać ma jeszcze wielu świadków. Fundację jako oskarżyciel posiłkowy reprezentuje adwokat Jagoda Osowicka – pro bono.

Sprawa stawia pytanie, które trudno zbyć milczeniem: jak to możliwe, że widoczne gołym okiem znęcanie się nad zwierzęciem, łańcuch wrośnięty w szyję, cztery doby bez pomocy medycznej, wymaga ponad dwóch lat walki, żeby w ogóle trafić przed oblicze sądu? I dlaczego pierwotna decyzja prokuratury była odmowna?

Fundacja nie ujawniła, czym prokuratura uzasadniła umorzenie. Pytanie o podstawę tej decyzji pozostaje otwarte.

Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 Komentarze
Najnowsze
Najstarsze Najwięcej głosów
Opinie w linii
Zobacz wszystkie komentarze
0
Chętnie poznam Twoje przemyślenia, skomentuj.x