Śmierć jest zawsze straszna. Ale niektóre jej oblicza są wyjątkowo trudne do zniesienia, gdy za sobą zostawia bezbronne istoty, które nie rozumieją, co się stało i czekają na kogoś, kto już nigdy nie wróci.
Tak było w przypadku pięciu kotów z Międzyzdrojów. Ich opiekunka odeszła, zostawiając je samym sobie w pustym domu, wśród nieporządku, ciszy i narastającego strachu. Przez trzy miesiące rodzina zmarłej robiła co mogła: regularnie zostawiała karmę, żeby koty nie umarły z głodu. Ale wystraszonych, lekko zdziczałych zwierząt nie dało się złapać.
W końcu poprosili o pomoc.
Dziś udało się dotrzeć do czterech z nich. Akcja była żmudna, szukanie po zakamarkach, cierpliwe wypłaszanie, klatka po klatce. Cztery koty są bezpieczne.
Piątemu nie udało się pomóc. Wpadł do wąskiego komina za szafą. Prawdopodobnie zginął tam sam w ciemności, w strachu, bez szansy na ratunek. Trudno o tym pisać. Trudniej sobie to wyobrazić.
Cztery ocalałe koty, trzy koteczki i duży czarny kocurek są teraz w Międzyzdrojach, zabezpieczone bardzo awaryjnie. Przeżyły traumę. Będą potrzebowały cierpliwości i czasu. Ale przede wszystkim potrzebują teraz jednego: bezpiecznego, spokojnego miejsca, które będzie ich domem.
Jeśli możesz przyjąć jednego z nich skontaktuj się z Koty z Wyspy.
Jeśli nie możesz udostępnij. Może ktoś z Twojej listy właśnie szuka kota i nie wie jeszcze, że te cztery na niego czekają.
Przeżyły piekło. Zasługują na coś zupełnie innego.
