5

Nowe wiadomości

Robot Krystyna chętnie przywita się z uczestnikami, porozmawia i z pewnością wzbudzi zainteresowanie zarówno dzieci, jak i dorosłych. Nie przegapcie okazji, aby spotkać ją osobiście podczas dnia pełnego

„Miałem jechać do Poznania. Nie dojechałem.”

„Miałem jechać do Poznania. Nie dojechałem.”

To krótka, ale bardzo wymowna wiadomość od naszego Czytelnika. Wczoraj próbował dostać się z Kamienia Pomorskiego do Poznania. Teoretycznie wszystko wyglądało prosto: pociąg z Kamienia Pomorskiego, przesiadka w Wysokiej Kamieńskiej i dalsza podróż.

Teoretycznie, bo w praktyce wystarczyło 15 minut opóźnienia, żeby cały plan się rozsypał.

Pociąg z Kamienia Pomorskiego miał odjechać o 15:50. Na przesiadkę w Wysokiej Kamieńskiej pasażer miał zaledwie 5 minut. Gdy skład złapał opóźnienie, dalsze połączenie po prostu uciekło. Zamiast normalnej podróży zaczęło się szukanie objazdów, czekanie na kolejny pociąg, kombinowanie przez Szczecin i kolejne przesiadki.

I tu pojawia się zasadnicze pytanie: czy naprawdę tak ma wyglądać transport publiczny w powiatowym mieście?

Problem nie jest jednostkowy. Jak wskazuje czytelnik, opóźniony pociąg relacji Szczecin – Świnoujście jest przyczyną opóźnień połączenia o 15:50. Skład jadący do Kamienia Pomorskiego często musi czekać w Wysokiej Kamieńskiej, przez co pasażerowie później tracą możliwość spokojnej przesiadki.

To pokazuje jedną rzecz: rozkład jazdy wygląda dobrze tylko na papierze. W realnym życiu kilka lub kilkanaście minut opóźnienia oznacza dla pasażera utratę dalszego połączenia i kilka dodatkowych godzin problemów.

Dlaczego nie można ustawić połączenia z Kamienia Pomorskiego tak, aby podróżni mieli realny, a nie symboliczny czas na przesiadkę w Wysokiej Kamieńskiej?

Dlaczego mieszkańcy mają ponosić konsekwencje źle skomunikowanych połączeń?

Do tego dochodzi obraz samego dworca w Kamieniu Pomorskim. Kasy zamknięte, biletu w okienku kupić się nie da, a w środku nadal straszą naklejki „Zachowaj odstęp” z czasów pandemii COVID-19. Trudno nie odnieść wrażenia, że czas się tam po prostu zatrzymał.

Chociaż do godziny 16:00 człowiek może jeszcze w okolicy dworca zjeść pasztecika albo obiad. Później zostają właściwie kabanosy, sucha bułka i woda z pobliskiego dyskontu. Jeśli ktoś musi czekać dłużej, trudno mówić o normalnym zapleczu dla pasażerów.

A przecież wielu mieszkańców pamięta czasy, gdy dworzec tętnił życiem. Byli ludzie, był ruch, była obsługa, był kiosk z gazetami. Dziś zostaje poczekalnia, zamknięte kasy i pasażer, który ma sobie jakoś poradzić.

Ten głos Czytelnika to nie narzekanie dla samego narzekania. To pytanie o podstawową rzecz: czy mieszkańcy Kamienia Pomorskiego i okolic mają prawo do normalnego, przewidywalnego transportu publicznego?

Bo dziś wygląda to tak, jakby pasażer był ostatnim elementem, o którym ktokolwiek myśli przy układaniu rozkładu jazdy.

Subskrybuj
Powiadom o
guest