5

Nowe wiadomości

Wieża widokowa w Wolinie zyskała nowe miejsce do odpoczynku. Dla odwiedzających ustawiono leżaki, z których można podziwiać panoramę miasta i okolic. Nowe wyposażenie ma poprawić komfort turystów i mieszkańców

Marcin Janawa: Droga asystenta jest uzależniona od sędziego głównego

Marcin Janawa: Droga asystenta jest uzależniona od sędziego głównego

To co najlepsze, często spotyka nas po podjęciu trudnych decyzji. Marcin Janawa w młodym wieku zrezygnował z gry w piłkę i postawił na sędziowanie, a później musiał wybrać jeszcze między rolą sędziego głównego a asystenta. Dziś arbiter z Dziwnowa regularnie pracuje przy meczach PKO BP Ekstraklasy, a jeszcze nie sięgnął swojego sufitu.

Przed nami start sezonu 2026/27. Dużo mówi się o przygotowaniach poszczególnych klubów, ale sędziowie przecież też muszą odpowiednio przepracować przerwę w rozgrywkach. Jak wygląda Twój okres przygotowawczy?

Zaraz po zakończeniu sezonu jest czas na odpoczynek, ale na pewnym etapie, trzeba już nauczyć się aktywnego wypoczynku. Pojechałem z rodziną na wakacje, ale w tym czasie wygospodarowałem też czas na trening. Sędzia musi lubić uprawiać sport i utrzymywać ciągłą aktywność. Tak to wygląda w moim przypadku. Pomimo, że głowa odpoczywa, to organizm musi być utrzymany w odpowiedniej formie, by nie złapać nadprogramowej tkanki tłuszczowej i nie stracić kondycji. Im bliżej sezonu, tym bardziej uaktywnia się także głowa, czuć niepewność, chociażby ze względu na zmiany przepisów, które w tym sezonie są dość duże. Te zmiany mogliśmy już obserwować podczas meczów mundialu i STS Superpucharu Polski, ale teraz sami musimy wprowadzić je w życie.

Wspominasz o tym, że zaczynasz czuć niepewność przed pierwszym meczem ze względu na nowe przepisy i tutaj pojawia się pytanie, czy te ciągłe zmiany przepisów i ich interpretacji nie utrudniają wam pracy? To właśnie niejasność przepisów często powoduje przecież frustracje zawodników i kibiców, którzy po prostu nie rozumieją pewnych decyzji podejmowanych na boisku.

Tak i nie. Nie wszyscy zdają sobie sprawę, że większość zmian w przepisach jest inicjowana i tworzona przy konsultacji ze środowiskiem piłkarskim. Na początku zmiany zawsze są trudne, ale robimy to dla usprawnienia i uatrakcyjnienia widowiska. Chciałbym też przytoczyć pewną wypowiedź, która kiedyś bardzo do mnie trafiła. Każdy zna hiszpańskiego piłkarza Isco i on zaczepiony o opinię na temat sędziów powiedział, że ma już dość rozmów na temat sędziowania i byłoby łatwiej wszystkim, gdyby skupili się na piłce i grze zamiast udawać i wymuszać korzystne dla siebie decyzje. Łatwiej byłoby funkcjonować w takim środowisku, w którym każdy byłby fair wobec siebie.

Zmiana przepisów to jednak nie tylko ich nauka i recytowanie, bo podczas meczu masz ułamek sekundy, by pamiętać dany paragraf i podjąć odpowiednią decyzję. Masz w meczu takie momenty zawahania przed podjęciem decyzji?

Zdarzyło się. Nawet w poprzednim sezonie miałem taką sytuację, kiedy długo zwlekałem z decyzją, bo analizowałem w głowie jaką decyzję powinienem podjąć. Sytuacja dotyczyła spalonego, który wynikał z wpływu jednego zawodnika na drugiego. Nie była to sytuacja zero-jedynkowa. To są trudne sytuacje, ale przy dobrej komunikacji i współpracy z sędzią głównym jest łatwiej podjąć decyzję. Jesteśmy zespołem i pomagamy sobie nawzajem.

Jak słusznie zauważasz, komunikacja między sędziami i współpraca jest bardzo istotna dla podejmowania dobrych decyzji. Myślę, że to właśnie jest atutem waszego zespołu. Pomijając już fakt, że wspólnie z Karolem i Markiem Arysami jeździcie ze Szczecina, co ułatwia wam podróżowanie po Polsce, to przede wszystkim doskonale rozumiecie się już na boisku, a to pozwala wam się wzajemnie uzupełniać.

To prawda, że czuję taką boiskową więź z chłopakami. Setki godzin w samochodzie poświęcone nie tylko na rozmowy o życiu, ale także analizę naszych decyzji, buduje nasz warsztat. To jednak nie oznacza, że praca w innym zespole sędziowskim powoduje, że popełnię np. więcej błędów. Praca z innymi sędziami, to też możliwość zetknięcia się z innymi metodami prowadzenia meczu, co również pomaga w dalszym rozwoju. Praca z Karolem i Markiem zapewnia mi jednak wewnętrzy spokój. W poprzednim sezonie sędziowaliśmy mecze, które dla mnie miały najwyższą stawkę w moim dotychczasowym sędziowskim życiu i mając ich obok, czułem się spokojniejszy. Oni cieszą się na każdy mecz, czerpią z niego radość, a ja dość podobnie podchodzę do meczu z tymi pozytywnymi emocjami.

Skoro już jesteśmy przy Karolu i Marku, to powiedz, czy Ty nie czujesz się trochę w cieniu ich popularności? Jednak najczęściej mówi się o braciach Arysach, a Ty jesteś tym trzecim, który z nimi jeździ.

Ja czuję się ważną częścią tego zespołu, ale zdaję sobie sprawę z tego, kto jest bardziej popularny i przykuwa oko. Karol i Marek są bardzo dobrymi sędziami, kamera ich lubi, więc nie ma w tym nic złego. Ja natomiast w pewnym sensie czuję siłę tej ciszy, która jest wokół mnie. Trochę w myśl zasady, że dobrze jak o sędziach jest cicho. Oczywiście, że takie zamieszanie medialne bywa przyjemne, ale Karol i Marek zdecydowanie lepiej ode mnie się w tym odnajdują.

Wspomniałeś o tym, że mecze, które prowadziliście w poprzednim sezonie, były dla Ciebie takimi najwyższej rangi i rzeczywiście baraż o PKO BP Ekstraklasę czy półfinał STS Pucharu Polski mają już swoje znaczenie w polskiej piłce. Czujecie, że wasza pozycja wśród polskich sędziów rośnie?

Myślę, że tak. Dawno nasze województwo nie miało takiej trójki sędziowskiej na poziomie Ekstraklasy. Czuję, że dajemy odpowiednią jakość tej lidze i chyba spełniamy oczekiwania naszych władz, ale także tego piłkarskiego środowiska klubów i kibiców.

Ja myślę, że odbiór was przez piłkarzy czy kibiców jest bardzo istotny. Odważę się powiedzieć, że czasami odbiór sędziów i sposobu prowadzenia meczu przez zawodników i kibiców jest ważniejszy niż jakiś pojedynczy błąd w danym spotkaniu.

Dokładnie. Mylić się jest rzeczą ludzką, ale kluczowe jest to, co się dzieje wokół meczu. To jakimi my jesteśmy osobami, jak rozmawiamy z zawodnikami czy sztabem, ma wpływ na odbiór nas przez otoczenie.

Często przed sezonem mówi się, że dany klub ma swoje cele. Jeden walczy o utrzymanie, drugi o mistrza, a jakie cele stawia przed sobą sędzia?

To dobre i trudne pytanie. W sędziowaniu trudno jest określić cel na dany sezon. Na pewno chcielibyśmy sędziować najważniejsze mecze w Polsce, tak zwane ligowe klasyki. Oczywiście celujemy w jak najwyższy etap w STS Pucharze Polski. Byliśmy już w półfinale, to gdzieś z tyłu głowy tli się marzenie o PGE Narodowym, ale podchodzimy do tego pokornie. Życie sędziowskie jest takie, że nigdy nie wiemy, co przyniesie kolejny dzień. W naszym fachu chyba najważniejsze jest mieć cele długoterminowe i odhaczać kolejne szczeble, żeby widzieć tak kompleksowy rozwój.

Jaki więc jest Twój cel długoterminowy? Mecze międzynarodowe? W końcu jesteś uczestnikiem programu UEFA CORE.

Udział w tym programie to jeden z najważniejszych kroków w moim sędziowaniu. To sprawia, że mam do czynienia z ludźmi z najwyższego szczebla. Mogę przyglądać się w jaki sposób pracują i myślą, a to mi daje obraz, do czego mam dążyć i czego potrzebuję, by dalej piąć się w górę. Droga asystenta jest jednak uzależniona od sędziego głównego i od tego kto zabierze mnie ze sobą na mecz międzynarodowy. Ja wiem, że dam z siebie wszystko, że mam możliwości, żeby być dobrym sędzią asystentem, a teraz otrzymuję dodatkowy wachlarz możliwości w postaci tego kursu i jestem dumny, że mogę tam być. Do tej pory z naszego województwa był tam tylko Marek Arys. Naprawdę trudno jest się dostać na UEFA CORE. Czuję, że nabieram coraz większego profesjonalizmu i zmieniam się mentalnie. A jaki jest mój cel? Możesz mi wierzyć lub nie, ale jeszcze na poziomie B-klasy mówiłem o tym, że chcę sędziować Ligę Mistrzów! To wciąż aktualne.

Ukończenie tego programu jest niezbędne do sędziowania w Europie?

Nie jest konieczne, ale otwiera drzwi. Świeżo po pierwszym zjeździe, gdy wróciłem ze Szwajcarii, otrzymałem telefon, że święta Wielkiejnocy spędzę w Grecji, co było fenomenalnym doświadczeniem. Pojechałem z Damianem Sylwestrzakiem na mecz play-off ligi greckiej PAOK – Panathinaikos. Wow, to było duże przeżycie.

Jak do tego doszło, że postanowiłeś zostać sędzią, a później skupić się na roli asystenta?

To tata mi powiedział, żebym spróbował sędziować. Przeprowadziłem się z Dziwnowa do Szczecina, gdzie podjąłem naukę w liceum i zapisałem się na kurs. Wcześniej grałem w piłkę w Gryfie Kamień Pomorski, więc miałem do czynienia z tym sportem, ale po przeprowadzce do Szczecina zrezygnowałem z gry w piłkę. Przez pierwszy rok nie byłem do końca przekonany, czy chcę być sędzią. Z czasem nawiązałem jednak świetne relacje z ludźmi, otrzymałem odpowiednie wsparcie i zacząłem pokonywać pierwsze szczeble tej drabinki. Pierwsze pochwały zbudowały mnie na tym etapie przygody sędziowskiej.

W pewnym momencie zacząłem jeździć na mecze z Maciejem Brzozowskim, który wylał fundament, czyli nauczył mnie takiej sędziowskiej mądrości zarządzania meczem, coś, czego nie znajdziemy w żadnych książkach. Później sędziowałem z Danielem Kwietniem, Dawidem Błaszczakiem, czy też z Karolem Arysem, jeszcze w trzeciej lidze i nadszedł moment, w którym trzeba było podjąć decyzję: sędzia główny czy asystent? Nie będę ukrywał, że niewiele usłyszałem pochwał na temat mojej pracy jako sędzia główny, a więcej dobrych słów padło po moich meczach w roli asystenta. Wtedy Karol powiedział mi, żebym zastanowił się nad swoimi możliwościami. Czy chcę być głównym bohaterem na meczu trzeciego czy czwartego poziomu rozgrywkowego, czy częścią widowiska na najwyższym? Ja chcę być na najwyższym poziomie, mierzę wysoko, ale to wymagało spojrzenia w głąb siebie i bycia szczerym wobec własnych możliwości.

Zaczynałeś od gry w piłkę, a każdy dzieciak jak gra, to wyobraża sobie siebie na wielkich stadionach. Czy wychodząc już jako sędzia asystent, na te piękne stadiony wypełnione kibicami, obok największych gwiazd ligi, miałeś taką myśl: Ja chłopak z małego Dziwnowa dotarłem na salony?

Tak, ale nie miałem z tego powodu żadnych kompleksów. Cieszyłem się stojąc obok tych dużych nazwisk, ale nie miałem nigdy kompleksu chłopaka z małej miejscowości. Rodzice wpoili mi pewność siebie i poczucie własnej wartości. Wiem, że nadaję się do tego co robię i jestem w miejscu, na które zasłużyłem i zapracowałem.

To wszystko dobrze brzmi, ale patrząc na te niższe szczeble, to zaczyna brakować nowych adeptów, a młodzi nie koniecznie garną się do sędziowania. Wy możecie być tym przykładem, że jednak warto spróbować, może nawet rezygnując z gry.

Na pewno w tym przypadku ważny jest marketing i otworzenie się na młodych ludzi. Seriale i różnego rodzaju programy na pewno sprawiają, że rośnie popularność i zrozumienie tego zawodu. Każdy może sędziować wysoko, ale trzeba się temu poświęcić i kochać ten zawód. Ja kocham sędziować, a moja żona, choć często jestem poza domem w weekendy, zawsze mnie wspiera. Poświęca w ten sposób swój czas, bierze na siebie więcej rodzinnych obowiązków, za co jestem jej ogromnie wdzięczny. To właśnie to zrozumienie sprawia, że mogę się spełniać, a każdy powrót do domu, do żony i córeczki, przypomina mi, jak wiele zawdzięczam ich wsparciu i jak wiele dla mnie znaczą.

źródło: www.laczynaspilka.pl Rozmawiał Łukasz Czerwiński / Zachodniopomorski Związek Piłki Nożnej

Subskrybuj
Powiadom o
guest
1 Komentarz
Najnowsze
Najstarsze Najwięcej głosów
Brawo dla Rodziców 😍
Brawo dla Rodziców 😍
30 lipca, 2026 1:59 pm

Cieszyłem się stojąc obok tych dużych nazwisk, ale nie miałem nigdy kompleksu chłopaka z małej miejscowości. Rodzice wpoili mi pewność siebie i poczucie własnej wartości. Wiem, że nadaję się do tego co robię i jestem w miejscu, na które zasłużyłem i zapracowałem.

1
0
Chętnie poznam Twoje przemyślenia, skomentuj.x