Przypomnijmy. W sobotę 19 września około 23.30 na stację w Ładzinie wbiegła grupa zamaskowanych osób. Ktoś uruchomił hamulec bezpieczeństwa, drzwi pociągu zostały zablokowane, a jedna strona składu zamalowana farbą. Kolej liczy straty w setkach tysięcy złotych.
Sąd Rejonowy w Kamieniu Pomorskim aresztował tymczasowo dwóch z pięciu zatrzymanych. Trzech odpowiada z wolnej stopy. Według Gazety Wyborczej wszyscy przyznali się do winy, ale szczegóły i wskazanie innych podały tylko dwie osoby.
Dlaczego to tak mało? Według rozmówcy Gazety, zorientowanego w kulisach śledztwa, większość uczestników w ogóle się nie znała. Jeden z podejrzanych znał cztery osoby. Pozostałych nie widział nigdy, bo wszyscy mieli twarze zasłonięte. Jak nieoficjalnie ustaliła Wyborcza, uczestnicy zwołali się przez szyfrowane komunikatory. Mieli wybrać małą stację z dojazdem do drogi krajowej i wiedzieć, ile policja potrzebuje na dojazd z Wolina.
Śledczy mają dwa tropy. Jak dowiedziała się GW, policja ma ubrania poplamione farbą, porzucone w lesie przez część sprawców. Prokuratura zamierza zbadać ich DNA. Pojawia się jednak pytanie, z czym je porównać, skoro nie ma listy podejrzanych. Drugi trop to komputery zabezpieczone u zatrzymanych i analiza ich połączeń. Ma wskazać kolejne osoby.
W tle jest Berlin. Policja ma nagranie podobnej akcji na pociąg metra, a według Gazety część sprawców mogła brać udział w obu. Polscy śledczy mają przekazać materiały służbom niemieckim.
Co dalej? Sąd Okręgowy w Szczecinie rozpozna zażalenia obrońców na areszty. Według Gazety Wyborczej prokuratura prawdopodobnie zaskarży decyzje o zwolnieniu pozostałych uczestników. Dyrekcje szkół zatrzymanych, wśród nich jednego maturzysty, są już poinformowane.
Źródło: Gazeta Wyborcza Adam Zadworny
ale zjeb… sobie życie. Nawet maturzysta