Prawie po półtora roku przygotowywania programu polityki zdrowotnej, 18 czerwca 2026 roku radna Monika Kosińska złożyła interpelację w sprawie programu polityki zdrowotnej gminy Kamień Pomorski. Pytała, kto go opracował, ile kosztował i jakie opinie zdążył zebrać. Odpowiedź burmistrza, datowana na 2 lipca 2026 roku, jest jednoznaczna, przynajmniej na pierwszy rzut oka.
Autorem programu, jak informował wówczas burmistrz, jest Szczecińskie Centrum Zdrowia SP ZOZ. Pierwotna wersja, pod nazwą „Regionalny program polityki zdrowotnej – Zdrowe starzenie się…”, trafiła do Agencji Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji 5 lutego 2026 roku i dostała opinię negatywną (nr 22/2026 z 2 kwietnia 2026). Ten sam autor, „w ramach umowy” za 5 tysięcy złotych, miał następnie poprawić dokument i przesłać go do AOTMiT ponownie, 23 czerwca 2026 roku, czyli już po sesji, na której Kosińska złożyła interpelację i już pod nowym tytułem: „Zdrowe starzenie się, rehabilitacja i leczenie uzdrowiskowe dla mieszkańców Gminy Kamień Pomorski na lata 2026-2030”.
To dokładnie ten tytuł, pod którym program trafił ostatecznie pod obrady Rady Miejskiej w dniu 25 sierpnia, jako załącznik do projektu uchwały.
Jest jednak wątpliwość. W dokumencie, który faktycznie zawisł w Biuletynie Informacji Publicznej i trafił do radnych, jako autorzy figurują dr hab. Karolina Klimek i dr hab. Mateusz Grajek z firmy CHILICO z Zabrza. Nie Szczecińskie Centrum Zdrowia. Opinia AOTMiT dołączona do tego dokumentu jest już pozytywna, nr 61/2026, wydana 20 sierpnia 2026 roku, a więc niemal dwa miesiące po wysyłce, o której pisał burmistrz w lipcu.
Kosińska nie dostała odpowiedzi na pytanie, czy istniała jeszcze jedna umowa. Nie wiadomo więc, kiedy i na jakiej podstawie autorstwo programu przeszło z podmiotu publicznego (SP ZOZ) na prywatną firmę. Nie wiadomo, ile kosztowała ta druga umowa, jeśli w ogóle istniała jako odrębne zlecenie. Centralny Rejestr Umów nie wskazuje by była zawarta. Nie wiadomo wreszcie, co się stało z wersją wysłaną przez SP ZOZ 23 czerwca, czy w ogóle doczekała się rozpatrzenia, czy została po drodze zastąpiona zupełnie innym dokumentem.
Burmistrz w odpowiedzi z 2 lipca opisał radnej proces, który, jak się okazuje, nie doprowadził do powstania programu przyjętego ostatecznie przez radę. Program, który trafił pod głosowanie, ma innego autora i inną historię, o której Rada Miejska formalnie nic wcześniej nie wiedziała. Nasza redakcja publikowała artykuł o tej interpelacji 21 lipca, nie otrzymaliśmy sprostowania burmistrza, że coś się zmieniło, w tym autor programu.
Program został przyjęty 25 sierpnia 2026 roku, na sesji zwołanej w trybie na wniosek burmistrza. Radni przyjęli go jednogłośnie. Jak tłumaczył burmistrz, przyjęcie programu było niezbędne, gdyż do końca sierpnia gmina musiała złożyć wniosek do Narodowego Funduszu Zdrowia w Szczecinie, tak aby skorzystać ze środków finansowych na rehabilitację jak najszybciej.
Nikt nie zapytał też o coś innego. Wśród osób, które, jak czytamy w samym dokumencie, współpracowały przy tworzeniu programu, jest dr n. med. Bogumił Korczyński, dyrektor ds. medycznych spółki „Uzdrowisko Kamień Pomorski” S.A. Program, który współtworzył, przewiduje w katalogu zabiegów rehabilitacyjnych, m.in. kąpiele solankowe i okłady borowinowe, świadczenia balneologiczne, które na terenie gminy oferuje właśnie Uzdrowisko. Osoba powiązana z potencjalnym wykonawcą współkształtuje program, w oparciu o który wykonawca zostanie wybrany.
Formalnie realizatora programu musi wyłonić konkurs ofert. Na sesji 25 sierpnia nikt jednak nie zapytał, kto poza Uzdrowiskiem mógłby spełnić warunki konkursu, skoro zakres zabiegów, ustalony przy współudziale dyrektora medycznego tej właśnie spółki, obejmuje usługi, którymi spółka dysponuje. Uchwałę przyjęto tak, jakby na pytanie „kto wygra konkurs” odpowiedź była już znana wszystkim obecnym na sali. Co radni potwierdzali swoimi wypowiedziami, że w kamieńskim Uzdrowisku jest już lista 300 osób, które czekają na zabiegi. O tym, że musi być konkurs poinformowała burmistrza Regionalna Izba Obrachunkowa w ubiegłym roku. I tylko raz na sesji, radna Anna Kowalska pytając o program i możliwość korzystania z zabiegów przez Mieszkańców Kamienia w Uzdrowisku, poprawiła się szybko w wypowiedzi i użyła sformułowania: „wybranym uzdrowisku”. Ale drugiego uzdrowiska na terenie gminy nie ma.
Nie piszemy o kwotach, które podawano na sesji. Na tej sali padały nie takie kwoty, np. miliony na Plac 5 Marca, miliony na budowę nowej mariny, miliony na Lipową. Nic z tego nie wyszło. O pieniądzach warto rozmawiać po rozpatrzeniu wniosku przez NFZ. Dzisiaj nikt nie wie jakie one naprawdę będą. Wnioski do NFZ złożyło kilkanaście podmiotów, a pula środków finansowych na rehabilitację jest ograniczona. Czekamy. Z programu mogą skorzystać osoby, które ukończyły 50. rok życia.
Potrzeba, którą program ma zaspokoić, jest prawdziwa. Dostępność fizjoterapii ambulatoryjnej w gminie jest słaba, a Mieszkańcy czekają na rehabilitację miesiącami. Problem nie w tym, że cel był zbędny. Problem w tym, jaką drogą do niego doszło. Ponad rok przygotowań, co najmniej dwie wersje programu, dwóch różnych autorów, kilka opinii i wydatkowanie środków. Ten czas można już było wykorzystać na rehabilitację. Powstał dokument współtworzony przez podmiot, który jest zdolny wykonać zapisany w nim katalog zabiegów. A co z formalnym wymogiem konkursu ofert? Na sali nikt nawet nie musiał udawać, że wynik jest niewiadomą. Nie musiał też burmistrz. We wniosku do RIO w ubiegłym roku sam zawarł informację, kogo widzi jako realizatora programu.
Jeśli NFZ przyzna dofinansowanie, Mieszkańcy dostaną rehabilitację, na którą czekali. Pytanie, czy trzeba było na to czekać półtora roku i płacić za program, którego treść w gruncie rzeczy napisała już sama struktura lokalnego rynku usług zdrowotnych? Może to tylko podmioty medyczne powinny występować do NFZ o środki na rehabilitację, a gminy zdecydują, czy bezpośrednio wspierać te podmioty, na zasadzie jak dofinansowywanie szczepionek na grypę dla seniorów?
Samorządy mają do stworzenia dziesiątki programów. Często, gdy je uchwalą, dokumenty zalegają w szafach i nikt do nich nie zagląda, a gdy ich nie uchwalą, nie ponoszą za to żadnych konsekwencji. Pisaliśmy o tym przy okazji obowiązkowego programu ochrony zabytków, którego nie uchwaliła większość gmin, a dofinansowania do remontów zabytków otrzymują wszyscy. Po co ta fikcja? Coś powinno ulec zmianie.